środa, 5 listopada 2014

Rewelacja wbrew oczekiwaniom

Wyprzedaż, do której latem doszło na St Mary’s Stadium, miała sprawić, że to właśnie zespół Ronalda Koemana będzie jednym z tych walczących o utrzymanie. Święcie przekonani byli o tym angielscy eksperci, bukmacherzy, fani Premier League, a wśród nich także ja. Jeszcze nigdy w życiu boisko tak brutalnie nie zweryfikowało moich przewidywań.

Gdy Ronald Koeman przychodził na St Mary’s Stadium, zdecydowałem się prześledzić jego dotychczasową karierę szkoleniową w Benfice i Valencii, ponieważ uznałem, że Eredivisie nie jest zbyt miarodajna w stosunku do Premier League. Na Estadio da Luz Koemanowi wiodło się całkiem przyzwoicie. W pierwszym sezonie dotarł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie uległ dopiero Barcelonie, a ponadto sięgnął z Benficą po Superpuchar Portugalii, jednak w obliczu dopiero 3. miejsca w lidze postanowił zrezygnować na rok przed końcem kontraktu i opuścić Lizbonę na rzecz Eindhoven.

Na Estadio Mestalla było już zdecydowanie gorzej i chociaż ponownie Koeman zdobył ze swoim zespołem trofeum – Puchar Króla – to piłkarze grali przeciwko swojemu menedżerowi i domagali się jego zwolnienia. Holender miał mnóstwo nietrafionych decyzji, jak odsunięcie od zespołu klubowych legend – Davida Albeldy czy Santiago Canizaresa. Wszystko na pokaz, aby pokazać reszcie kto tutaj rządzi, a że Koeman był darzony pełnym zaufaniem przez zarząd, takie decyzje uchodziły mu płazem. Jakby tego było mało Holender potrafił wyjść do mediów i otwarcie skrytykować swoich piłkarzy, nie pozostawiając na nich suchej nitki. Na myśl przychodzi mi od razu sytuacja z Joaquinem, o którym Koeman po jednym z meczów wypowiedział się tak: Zapłacili za niego 30 mln euro, ale jak dla mnie jest on wart co najwyżej 30 euro.

Te informacje prosto z południa Europy skłoniły mnie do wydania takiej, a nie innej opinii. Sukcesy na krajowym podwórku, m.in. z Ajaxem, wydawały mi się niemiarodajnym wyznacznikiem. Byłem pewien, że Premier League zwyczajnie okaże się zbyt wysokim progiem do przeskoczenia dla Ronalda Koemana i zanim ten na dobre się zaaklimatyzuje, już będzie musiał się ewakuować. Tak, to jego typowałem na człowieka, który jako pierwszy pożegna się z posadą. Tymczasem rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Koeman wykonał, a właściwie wciąż wykonuje fantastyczną robotę.

Pierwszą kluczową decyzją było zablokowanie transferu Morgana Schneiderlina do Tottenhamu. Zatrzymanie Francuza, który chciał pójść drogą Dejana Lovrena i złożył prośbę o transfer, pozwoliło Koemanowi zachować stabilizację w drugiej linii. Kiedy już zakończono exodus w Southampton, rozpoczęto sprowadzać nowych piłkarzy i za ruchy na rynku transferowym również Holendrowi należą się pochwały. Graziano Pelle, Dusan Tadić, Toby Alderweireld czy Fraser Forster, jak się okazało w 100% wypełnili lukę po swoich poprzednich, a można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że grają lepiej niż oni.

Włoch po 10 kolejkach ma 6 trafień do których dorzuca jedną asystę. Z kolei u Tadicia wygląda to odwrotnie – 6 asyst i 1 bramka. Dla porównania na tym samym etapie rozgrywek rok temu Rickie Lambert miał 3 bramki i 1 asystę, a Lallana 2 bramki i 2 asysty. Wysoki poziom, pomimo odejścia wspomnianych Shawa i Lovrena, a także Chambersa czy Boruca, trzyma defensywa, która podobnie jak w poprzednich rozgrywkach w 10 meczach 6-krotnie zachowywała czyste konto. Należy, jednak mieć na uwadze, że do tej pory poza Liverpoolem i Tottenhamem Southampton nie grał z żadnym rywalem z top8 poprzedniego sezonu.

Utrzymanie kluczowych zawodników czy też kupienie odpowiednich następców to połowa sukcesu, ale trzeba to wszystko jeszcze odpowiednio poukładać oraz przygotować, aby na boisku funkcjonowało jak należy. Koeman dokonał i tejże sztuki. Już w pierwszym spotkaniu sezonu na Anfield z Liverpoolem widać było, że Święci nie mają zamiaru angażować się w walkę o utrzymanie. Paradoksalnie, choć to Liverpool wygrał 2:1, więcej z tego meczu mieli goście, którzy od następnego ligowego spotkania pięli się już tylko w górę tabeli, co niekoniecznie tyczyło sięThe Reds. Na 9 kolejnych spotkań w Premier League Southampton przegrał tylko jedno (z Tottenhamem na White Hart Lane 1:0), jedno także zremisował, zaś pozostałe wygrał, w tym z Sunderlandem u siebie 8:0.

W tym momencie zespół holenderskiego menedżera jest na 2. miejscu w ligowej tabeli, a do liderującej Chelsea traci 4 punkty. Nawet roku temu, gdy Świętym również wiodło się rewelacyjnie, nie byli tak wysoko i mieli o 3 oczka mniej. Niezależnie od tego jaki terminarz gier przypadł piłkarzom z St Mary’s oraz w jakiej formie byli ich rywale należą im się gratulacje za dotychczasową postawę. Styl gry, jej atrakcyjność i widowiskowość sprawiają, że ręce same składają się do oklasków. Z każdym tygodniem gra Pelle, Tadicia czy Mane podoba nam się coraz bardziej, więc to chyba odpowiedni czas, aby posypać głowę popiołem i pokornie przyznać, że myliłem się co do osądów względem zespołu Koemana. Na chwilę obecną czapki z głów przed Holendrem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz